sobota, 2 września 2017

4. Nieoczekiwana przeszkoda

Dwa dni później
Na wyspę Delfina przypłynął statek z flagą Marynarki Wojennej. Chwilę później na ląd zszedł mężczyzna. Sądząc po mundurze był komandorem. Był wysokim, ciemnym blondynem z delikatnym zarostem na twarzy. Wokół niego od razu pojawił się tłum ludzi. Zaciekawiona Ewelina też podeszła bliżej. Mężczyzna kogoś jej przypominał.
- Chce rozmawiać z waszym wodzem. - powiedział mężczyzna - Nazywam się Wojciech Morgan.
Ewelka myślała, że się przesłyszała. To nie mogła być prawda, ale tu wszystko jest możliwe. Szybko poszła poinformować o tym Rafała.
Wódz wyspy, Rafał Morgan, był w pracy. Siedział w swoim gabinecie przy biurku i z nudów rozgrywał kolejną partię pasjansa. Nagle do pomieszczenia wbiegła Ewelina.
- Coś się stało, kochanie? - spytał się Rafał. Jego żona rzadko przychodziła do jego pracy, więc pomyślał, że na pewno musiało się coś stać.
- Żebyś wiedział. Przypłynął twój ojciec.
Tymczasem w porcie zebrało się więcej osób. Wszyscy byli zdziwieni przybyciem osoby z Marynarki Wojennej i jednocześnie kogoś znajomego. Chwilę później zjawił się Rafał.
- Czego tu szukasz? - Chłopak odarł ręce na biodrach.
- Rafał, to ty? - Wojciech popatrzył się ze zdziwieniem.
- Rozejść się, nie ma tu nic ciekawego. - Rafał zwrócił się do mieszkańców. Jednak wielu nie posłuchało i zostało.
- Przywitasz się z ojcem? - Wojciech próbował się uśmiechnąć.
- Dla mnie ojciec nie istnieje, odkąd zostawił mnie i mamę.
- Synek, nie dramatyzuj. Zrobiłem to waszego dobra. Powiedz lepiej, co u Ani.
- Mama nie żyje od osiemnastu lat. Przez ciebie stoczyła się na dno. Zaczęła pić, później zachorowała i ... . Niedożyła nawet mojego ślubu.
- Nie wiedziałem.
- Niby jak? Dla ciebie zawsze kariera była najważniejsza. Przez nią to wszystko.
- To jak sobie radzisz? Masz dzieci?
- Tak, troje. Mają przynajmniej to czego ja nie miałem, ojca.
- Mogę ich poznać?
- Po co tu przypłynąłeś? Zapytać się o moją rodzinę? - Rafał stracił cierpliwość.
- Chce negocjować. Tego nie masz prawa mi odmówić.
Rafał poszedł z Wojciechem do swojego gabinetu. Wojciech oparł się wygodnie o krzesło.
- Co chcesz negocjować? - spytał w końcu Rafał.
- Hiszpańscy kolonizatorzy mają zamiar tu przypłynąć. - Komandor zaczął oglądać swoje paznokcie
- To wiem. Co z tego?
- Poprosili mnie i resztę naszej dumnej floty o pomoc. I po to tu jestem. Mogę powstrzymać kolonizatorów, ale pod pewnym warunkiem.
- Jakim?
- Dożywotnio będziecie pomagać Marynarce Wojennej.
- Na to się nigdy nie zgodzę. Wy jesteście przecież przeciwko piratom.
- Czyli nie? Sam tego chciałeś, synu. Możesz się w najbliższym czasie spodziewać ataku.
Wojciech skierował się do portu. Rzucił złowrogim spojrzeniem na mieszkańców, wszedł na statek i odpłynął.
- Czego on chciał? - Janek spytał się Rafała, gdy ten wrócił do portu.
- Nic. - Rafał zwrócił się do mieszkańców - Słuchajcie, najpóźniej jutro będzie atak. Przygotujcie się, bo marny nasz los.
---------------------
Wróciłam z nową notką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz