Tego samego dnia, parę godzin później
Na wyspie panował spokój. Mimo, że nikt nie znał dnia i godziny ataku, wszyscy próbowali nie dać się ponieść panice. W pewnym momencie zastępca wodza, Cruz, zobaczył coś niepokojącego. Na horyzoncie było widać zarys wielu statków. To mogło oznaczać jedno : bitwa. Cruz zaczął się bać. Pobiegł koło ratusza i zadzwonił dzwonem na alarm.
Tymczasem na statku Marynarki Wojennej
- Piękny dzień, żeby coś podbić. - Wojciech Morgan patrzył się z zachwytem na horyzont,
- Komandorze, przed wypłynięciem dostałem wiadomość, że jeśli plan się uda, czeka pana awans. - powiedział jeden z oficerów.
- Doskonale. Płyniemy.
Na wyspie zapanował gwar. Mieszkańcy, którzy zdecydowali się walczyć, stawili się w porcie na czele z Rafałem. Obok niego pojawiła się też Klara.
- Ty walczysz!? - Ewelina się nieźle zdziwiła.
- Ojciec mi kazał. - odparła Klara - Jeśli będę walczyć to nie będzie wspominał tematu mojej decyzji.
- Na razie. - odpowiedział Rafał.
- Takim sposobem nie wygramy. - Ewelka popatrzyła się z troską na innych - Wszyscy muszą schować się w domach.
Po wcześniejszym zdziwieniu mieszkańcy pochowali się w domach. Chwilę później na wyspę przypłynęły dwa statki.
- Co jest? Czemu nie chcecie walczyć? - Komandor był zdziwiony tą sytuacją. To przytrafiło mu się pierwszy raz.
- Nie ma nikogo, komandorze. - odparł oficer.
- To co? Przeszukujemy wszystko.
Jeden z oficerów zaglądnął do pierwszego domu i padł na ziemię. Wściekła Eliza uderzyła go kawałkiem drewna.
- Wara od mojego domu - krzyczała. W tej samej chwili pojawiła się reszta mieszkańców.
---------
Na wyspie kotłowało od emocji. Nie wiadomo było, kto wygra. Szanse były wyrównane. Po jakimś czasie liczba pokonanych żołnierzy i mieszkańców była taka sama. Wojciech postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
- Proponuję ostateczne rozwiązanie - przywódca Marynarki Wojennej kontra wódź wyspy. Co wy na to?
- Czemu nie? Pokarz, co potrafisz. - odparł pewny siebie Rafał. Mężczyźni zaczęli walczyć.
- Cieszysz się, że wróciłem? - spytał się Wojciech.
- Nigdy w życiu. Pojawiasz się tak szybko jak zniknąłeś.
- Przynajmniej coś w życiu osiągnąłem.
- Jesteś niespełny rozumu.
- Jak ty się odzywasz do ojca!?
- Gdybyś był uczciwy, nie było by tej walki.
- Rafał, przebacz mi. - powiedział nagle Wojciech. Rafała na chwilę wcieło. - Źle zrobiłem, że zostawiłem cię i Anię. Przebacz mi. - Rafał zauważył błysk w oku ojca.
- To blef, ty blefujesz.
- Widzę, że nie jesteś taki głupi.
- Głupi? Co to, to nie. - Rafał jednym ruchem wytrącił miecz z dłoni przeciwnika. Wszystkie walczące osoby znieruchomiały - Nie zabiję cię, ale tradycji musi stać się zadość - Rafał zranił ojca w ramię. Ten jęknął z bólu. Chwilę później wstał.
- Wygraliście, ale wiedźcie, że na długo.
- Już się boimy. - odparł złośliwie Rafał.
Statki odpłynęły, a na wyspie zapanowała powszechna euforia. Nikt się nie spodziewał, że wygrają.
- Tato, ten człowiek, to mój dziadek? - do Rafała podeszła Klara.
- Tak, ale nie jest wart tego, żebyś go poznała. Widziałem, że dobrze szła ci walka. Masz talent.
- Przestań, tato. Znowu zaczynasz?
- Dzisiaj ci jeszcze odpuszczę. Chodź do reszty.
Tego wieczoru do później nocy mieszkańcy świętowali zwycięstwo.
środa, 18 października 2017
środa, 4 października 2017
5. Przygotowania
Filip Tryton siedział u siebie w domu. Z tej racji, że nie ma w nim salonu wszelkie spotkania i spędzanie wolnego czasu odbywały się w kuchni. Filip palił cygaro i zastanawiał się nad bitwą. Nagle usłyszał kroki. Do pomieszczenia wszedł Michał.
- Cześć, tato. Jak się miewasz? - Chłopak uśmiechnął się miło.
- Co potrzeba?
- Skąd wiesz, że czegoś chcę? - Filip popatrzył się badawczo na syna - No, dobra. Skończyły mi się naboje do pistoletu.
- No i?
- Jak mam walczyć, to potrzebuję broni i naboi. Inaczej to nie ma sensu nawet z domu wychodzić.
W tym samym momencie do kuchni wszedł Krystian.
- Tato, jest sprawa. Zniszczył mi się miecz.
- Nie żartuj. To niemożliwe. - Krystian wyciągnął miecz, jedno otrze było tak poszarpane, że szapada nadawała się tylko do wyrzucenia. Filip aż wytrzeszczył oczy - Co ty robiłeś? Drewno tym ciołeś?
- Prawie. Niechcący uderzyłem o kant budynku. To przez cegłę.
- Powiedzcie mi, chłopcy, skąd mam wam to wziąć? - Filip splótł ręce na piersiach.
- Masz przecież na statku duży zapas wszelkiej broni, może by ... - zaproponował Michał.
- Po pierwsze: broń jest wyliczona i niemożna jej brać od tak. Po drugie: jeśli chcecie mieć broni po dostatkiem, to załatwcie sobie własny statek i załogę.
- Tato, znowu zaczynasz?
- Będę drążyć ten temat, bo nie po to kończyliście Akademię, żeby nic nie robić.
- Odmawiasz nam pomocy? Dzięki bardzo, tato. Jak przegramy, to będzie twoja wina. - Michał ze złością skierował się do swojego pokoju i wściekle trzasnął drzwiami. Za nim spokojnie poszedł Krystian, a Filip pogrążył się w swoich myślach.
- Co teraz? Jak mam się wykazać, gdy wszyscy są przeciwko mnie? - Michał zaczął się denerować.
- Szczerze, to mi się niechce walczyć. Z chęcią schowałbym się w piwnicy. - odparł spokojnie Krystian.
- Nie mamy piwnicy.
- To gdziekolwiek. Może pójdziemy do cioci? - młodszy z braci Trytonów zastanowił się chwilę.
- Najpierw dostaniemy ochrzan od niej, a potem od rodziców. - odparł Michał. Po chwili dodał - Idziemy na Aurorę. - Zauważył smętny wzrok brata - Przecież się nie zorientują.
Chłopcy chyłkiem wyszli z domu i skierowali się na statek swoich rodziców. Weszli do ładowni i "pożyczyli" to, czego potrzebowali. Następnie udali się do lasu, gdzie ćwiczyli swoje zdolności przed bitwą.
- Cześć, tato. Jak się miewasz? - Chłopak uśmiechnął się miło.
- Co potrzeba?
- Skąd wiesz, że czegoś chcę? - Filip popatrzył się badawczo na syna - No, dobra. Skończyły mi się naboje do pistoletu.
- No i?
- Jak mam walczyć, to potrzebuję broni i naboi. Inaczej to nie ma sensu nawet z domu wychodzić.
W tym samym momencie do kuchni wszedł Krystian.
- Tato, jest sprawa. Zniszczył mi się miecz.
- Nie żartuj. To niemożliwe. - Krystian wyciągnął miecz, jedno otrze było tak poszarpane, że szapada nadawała się tylko do wyrzucenia. Filip aż wytrzeszczył oczy - Co ty robiłeś? Drewno tym ciołeś?
- Prawie. Niechcący uderzyłem o kant budynku. To przez cegłę.
- Powiedzcie mi, chłopcy, skąd mam wam to wziąć? - Filip splótł ręce na piersiach.
- Masz przecież na statku duży zapas wszelkiej broni, może by ... - zaproponował Michał.
- Po pierwsze: broń jest wyliczona i niemożna jej brać od tak. Po drugie: jeśli chcecie mieć broni po dostatkiem, to załatwcie sobie własny statek i załogę.
- Tato, znowu zaczynasz?
- Będę drążyć ten temat, bo nie po to kończyliście Akademię, żeby nic nie robić.
- Odmawiasz nam pomocy? Dzięki bardzo, tato. Jak przegramy, to będzie twoja wina. - Michał ze złością skierował się do swojego pokoju i wściekle trzasnął drzwiami. Za nim spokojnie poszedł Krystian, a Filip pogrążył się w swoich myślach.
- Co teraz? Jak mam się wykazać, gdy wszyscy są przeciwko mnie? - Michał zaczął się denerować.
- Szczerze, to mi się niechce walczyć. Z chęcią schowałbym się w piwnicy. - odparł spokojnie Krystian.
- Nie mamy piwnicy.
- To gdziekolwiek. Może pójdziemy do cioci? - młodszy z braci Trytonów zastanowił się chwilę.
- Najpierw dostaniemy ochrzan od niej, a potem od rodziców. - odparł Michał. Po chwili dodał - Idziemy na Aurorę. - Zauważył smętny wzrok brata - Przecież się nie zorientują.
Chłopcy chyłkiem wyszli z domu i skierowali się na statek swoich rodziców. Weszli do ładowni i "pożyczyli" to, czego potrzebowali. Następnie udali się do lasu, gdzie ćwiczyli swoje zdolności przed bitwą.
niedziela, 3 września 2017
Szczegółowy opis postaci - Krystian Tryton
Krystian Tryton - syn Elizy i Filipa Tryton, brat Michała. Ma 15 lat, pochodzi z wyspy Delfinów.
Wygląd:
Jest wysoki, ma ciemnobrązowe włosy spięte w koński ogon oraz czarne oczy. Nosi rozpięty bordowy płaszcz, niebieskie spodnie, czarne buty oraz szarą koszulę przepasaną pasem. W uszach ma okrągłe, złote kolczyki.
Charakter:
Jest odważny oraz leniwy.
Zainteresowania:
Krystian nie ma żadnych zainteresowań.
Znajomi:
Krystian nie ma własnej załogi. Za przyjaciela uważa Michała.
Wygląd:
Jest wysoki, ma ciemnobrązowe włosy spięte w koński ogon oraz czarne oczy. Nosi rozpięty bordowy płaszcz, niebieskie spodnie, czarne buty oraz szarą koszulę przepasaną pasem. W uszach ma okrągłe, złote kolczyki.
Charakter:
Jest odważny oraz leniwy.
Zainteresowania:
Krystian nie ma żadnych zainteresowań.
Znajomi:
Krystian nie ma własnej załogi. Za przyjaciela uważa Michała.
sobota, 2 września 2017
4. Nieoczekiwana przeszkoda
Dwa dni później
Na wyspę Delfina przypłynął statek z flagą Marynarki Wojennej. Chwilę później na ląd zszedł mężczyzna. Sądząc po mundurze był komandorem. Był wysokim, ciemnym blondynem z delikatnym zarostem na twarzy. Wokół niego od razu pojawił się tłum ludzi. Zaciekawiona Ewelina też podeszła bliżej. Mężczyzna kogoś jej przypominał.
- Chce rozmawiać z waszym wodzem. - powiedział mężczyzna - Nazywam się Wojciech Morgan.
Ewelka myślała, że się przesłyszała. To nie mogła być prawda, ale tu wszystko jest możliwe. Szybko poszła poinformować o tym Rafała.
Wódz wyspy, Rafał Morgan, był w pracy. Siedział w swoim gabinecie przy biurku i z nudów rozgrywał kolejną partię pasjansa. Nagle do pomieszczenia wbiegła Ewelina.
- Coś się stało, kochanie? - spytał się Rafał. Jego żona rzadko przychodziła do jego pracy, więc pomyślał, że na pewno musiało się coś stać.
- Żebyś wiedział. Przypłynął twój ojciec.
Tymczasem w porcie zebrało się więcej osób. Wszyscy byli zdziwieni przybyciem osoby z Marynarki Wojennej i jednocześnie kogoś znajomego. Chwilę później zjawił się Rafał.
- Czego tu szukasz? - Chłopak odarł ręce na biodrach.
- Rafał, to ty? - Wojciech popatrzył się ze zdziwieniem.
- Rozejść się, nie ma tu nic ciekawego. - Rafał zwrócił się do mieszkańców. Jednak wielu nie posłuchało i zostało.
- Przywitasz się z ojcem? - Wojciech próbował się uśmiechnąć.
- Dla mnie ojciec nie istnieje, odkąd zostawił mnie i mamę.
- Synek, nie dramatyzuj. Zrobiłem to waszego dobra. Powiedz lepiej, co u Ani.
- Mama nie żyje od osiemnastu lat. Przez ciebie stoczyła się na dno. Zaczęła pić, później zachorowała i ... . Niedożyła nawet mojego ślubu.
- Nie wiedziałem.
- Niby jak? Dla ciebie zawsze kariera była najważniejsza. Przez nią to wszystko.
- To jak sobie radzisz? Masz dzieci?
- Tak, troje. Mają przynajmniej to czego ja nie miałem, ojca.
- Mogę ich poznać?
- Po co tu przypłynąłeś? Zapytać się o moją rodzinę? - Rafał stracił cierpliwość.
- Chce negocjować. Tego nie masz prawa mi odmówić.
Rafał poszedł z Wojciechem do swojego gabinetu. Wojciech oparł się wygodnie o krzesło.
- Co chcesz negocjować? - spytał w końcu Rafał.
- Hiszpańscy kolonizatorzy mają zamiar tu przypłynąć. - Komandor zaczął oglądać swoje paznokcie
- To wiem. Co z tego?
- Poprosili mnie i resztę naszej dumnej floty o pomoc. I po to tu jestem. Mogę powstrzymać kolonizatorów, ale pod pewnym warunkiem.
- Jakim?
- Dożywotnio będziecie pomagać Marynarce Wojennej.
- Na to się nigdy nie zgodzę. Wy jesteście przecież przeciwko piratom.
- Czyli nie? Sam tego chciałeś, synu. Możesz się w najbliższym czasie spodziewać ataku.
Wojciech skierował się do portu. Rzucił złowrogim spojrzeniem na mieszkańców, wszedł na statek i odpłynął.
- Czego on chciał? - Janek spytał się Rafała, gdy ten wrócił do portu.
- Nic. - Rafał zwrócił się do mieszkańców - Słuchajcie, najpóźniej jutro będzie atak. Przygotujcie się, bo marny nasz los.
---------------------
Wróciłam z nową notką.
Na wyspę Delfina przypłynął statek z flagą Marynarki Wojennej. Chwilę później na ląd zszedł mężczyzna. Sądząc po mundurze był komandorem. Był wysokim, ciemnym blondynem z delikatnym zarostem na twarzy. Wokół niego od razu pojawił się tłum ludzi. Zaciekawiona Ewelina też podeszła bliżej. Mężczyzna kogoś jej przypominał.
- Chce rozmawiać z waszym wodzem. - powiedział mężczyzna - Nazywam się Wojciech Morgan.
Ewelka myślała, że się przesłyszała. To nie mogła być prawda, ale tu wszystko jest możliwe. Szybko poszła poinformować o tym Rafała.
Wódz wyspy, Rafał Morgan, był w pracy. Siedział w swoim gabinecie przy biurku i z nudów rozgrywał kolejną partię pasjansa. Nagle do pomieszczenia wbiegła Ewelina.
- Coś się stało, kochanie? - spytał się Rafał. Jego żona rzadko przychodziła do jego pracy, więc pomyślał, że na pewno musiało się coś stać.
- Żebyś wiedział. Przypłynął twój ojciec.
Tymczasem w porcie zebrało się więcej osób. Wszyscy byli zdziwieni przybyciem osoby z Marynarki Wojennej i jednocześnie kogoś znajomego. Chwilę później zjawił się Rafał.
- Czego tu szukasz? - Chłopak odarł ręce na biodrach.
- Rafał, to ty? - Wojciech popatrzył się ze zdziwieniem.
- Rozejść się, nie ma tu nic ciekawego. - Rafał zwrócił się do mieszkańców. Jednak wielu nie posłuchało i zostało.
- Przywitasz się z ojcem? - Wojciech próbował się uśmiechnąć.
- Dla mnie ojciec nie istnieje, odkąd zostawił mnie i mamę.
- Synek, nie dramatyzuj. Zrobiłem to waszego dobra. Powiedz lepiej, co u Ani.
- Mama nie żyje od osiemnastu lat. Przez ciebie stoczyła się na dno. Zaczęła pić, później zachorowała i ... . Niedożyła nawet mojego ślubu.
- Nie wiedziałem.
- Niby jak? Dla ciebie zawsze kariera była najważniejsza. Przez nią to wszystko.
- To jak sobie radzisz? Masz dzieci?
- Tak, troje. Mają przynajmniej to czego ja nie miałem, ojca.
- Mogę ich poznać?
- Po co tu przypłynąłeś? Zapytać się o moją rodzinę? - Rafał stracił cierpliwość.
- Chce negocjować. Tego nie masz prawa mi odmówić.
Rafał poszedł z Wojciechem do swojego gabinetu. Wojciech oparł się wygodnie o krzesło.
- Co chcesz negocjować? - spytał w końcu Rafał.
- Hiszpańscy kolonizatorzy mają zamiar tu przypłynąć. - Komandor zaczął oglądać swoje paznokcie
- To wiem. Co z tego?
- Poprosili mnie i resztę naszej dumnej floty o pomoc. I po to tu jestem. Mogę powstrzymać kolonizatorów, ale pod pewnym warunkiem.
- Jakim?
- Dożywotnio będziecie pomagać Marynarce Wojennej.
- Na to się nigdy nie zgodzę. Wy jesteście przecież przeciwko piratom.
- Czyli nie? Sam tego chciałeś, synu. Możesz się w najbliższym czasie spodziewać ataku.
Wojciech skierował się do portu. Rzucił złowrogim spojrzeniem na mieszkańców, wszedł na statek i odpłynął.
- Czego on chciał? - Janek spytał się Rafała, gdy ten wrócił do portu.
- Nic. - Rafał zwrócił się do mieszkańców - Słuchajcie, najpóźniej jutro będzie atak. Przygotujcie się, bo marny nasz los.
---------------------
Wróciłam z nową notką.
niedziela, 13 sierpnia 2017
Ogłoszenie 1
Ten blog był przeze mnie opuszczony, nie było żadnych notek przez pół roku. Pomysł na tego bloga był nieprzemyślany, ale niedawno wpadłam na nowe pomysły. Pozmieniałam wszystkie notki (oprócz pierwszego rozdziału) postaram się dodawać jak najwięcej wpisów. Pozdrawiam.
poniedziałek, 17 lipca 2017
Szczegółowy opis postaci - Michał Tryton
Michał Tryton - syn Elizy i Filipa Tryton, brat Krystiana. Ma 17 lat, pochodzi z wyspy Delfinów.
Wygląd:
Jest wysokim brunetem o zielonych oczach. Nosi ciemno granatowy płaszcz bez rękawów, brązowe spodnie, takiego samego koloru buty oraz szarą koszulę.
Charakter:
Michał jest odważny i ciekawy świata. Chce wypływać w morze.
Zainteresowania:
Fascynują go morskie legendy i wielokrotnie chwali się swoją wiedzą.
Znajomi:
Michał niema znajomych ani nawet własnej załogi. Za swojego przyjaciela uważa swojego brata, Krystiana.
Wygląd:
Jest wysokim brunetem o zielonych oczach. Nosi ciemno granatowy płaszcz bez rękawów, brązowe spodnie, takiego samego koloru buty oraz szarą koszulę.
Charakter:
Michał jest odważny i ciekawy świata. Chce wypływać w morze.
Zainteresowania:
Fascynują go morskie legendy i wielokrotnie chwali się swoją wiedzą.
Znajomi:
Michał niema znajomych ani nawet własnej załogi. Za swojego przyjaciela uważa swojego brata, Krystiana.
piątek, 2 czerwca 2017
Szczegółowy opis postaci - Marcin Morgan
Marcin Morgan - syn Eweliny i Rafała Morgan, brat Klary i Dominika. Ma 13 lat.
Wygląd:
Ma ciemnobrązowe, krótkie włosy oraz niebieskie oczy. Nosi szarą koszulę, ciemnozielone spodnie, pas na biodrach i pas przewieszony przez ramię i czarne buty.
Charakter:
Marcin chce przeżywać przygody. Nie może się doczekać, aż skończy naukę w Akademii.
Zainteresowania:
Interesuje go wszystko, co dotyczy piratów.
Znajomi:
Ma wielu przyjaciół w Akademii.
Wygląd:
Ma ciemnobrązowe, krótkie włosy oraz niebieskie oczy. Nosi szarą koszulę, ciemnozielone spodnie, pas na biodrach i pas przewieszony przez ramię i czarne buty.
Charakter:
Marcin chce przeżywać przygody. Nie może się doczekać, aż skończy naukę w Akademii.
Zainteresowania:
Interesuje go wszystko, co dotyczy piratów.
Znajomi:
Ma wielu przyjaciół w Akademii.
piątek, 20 stycznia 2017
3. Ech, ta rodzina
Na wyspie zapanował prawdziwy gwar. Wszyscy szukali czegokolwiek, co mogłoby pomóc w bitwie. Pośród tego chaosu spokojnie chodziła Klara uważnie przyglądając się swoim paznokciom. Osoby, które obok przebiegały, krzyczały jak ona może się nie zajmować wyspą. Natomiast dziewczyna była obojętna wobec tej sytuacji. Nie interesowało jej nic, nawet, czy wyspa nie będzie we władaniu jakiegoś szaleńca.
Idąc do domu, Klara spotkała swoich braci jak pomagali w dostarczeniu broni. W pudłach, które nieśli znajdowało się mnóstwo pocisków do broni oraz kul armatnich. Można było wypatrzeć nawet pistolety. Chłopcy na widok siostry przystanęli.
- Czemu nie pomagasz? - spytał Dominik, który ledwo dźwigał ciężar.
- Bo nie zamierzam. - odparła Klara opierając ręce na biodrach - Przecież to niema sensu. Słyszałam, że oni mają sobie spokojnie chodzić po wyspie. Co za kretyn to wymyślił?
- Nasza matka. Ona w przeciwieństwie do ciebie pomaga. - powiedział Marcin - Jak się dowie, że jak zwykle się obijasz to będzie nieciekawie.
- Nie obchodzi mnie to. Zjeżdżać gamonie, muszę odpocząć. - Klara odepchnęła chłopców. Marcin prawie opuścił pudło.
- Snobka. - odparł chłopak. Dominik pokiwał głową na potwierdzenie.
Klara weszła do domu. Ledwo zamknęła drzwi, gdy znienacka pojawił się Rafał.
- Mieliśmy wcześniej porozmawiać. Zrobimy to teraz. Słuchaj dlaczego nie chcesz być piratem?
- Daj już spokój, tato. Zmęczona jestem. - Dziewczyna wygodnie położyła się na sofie.
- Niby czym? Przecież ty tylko siedzisz w tawernie albo tu i ciągle piłujesz paznokcie. Możesz przestać, gdy do ciebie mówię? - Rafał się zdenerwował nie na żarty. Zdziwiona Klara popatrzyła się na ojca.
- Bo co?
- Pamiętam, jak 10 lat temu z wypiekami na twarzy czytałaś razem z Michałem o legendach morskich. To była twoja wielka pasja. Dlaczego przestałaś się tym interesować?
- Karina mi to odradziła. - Klara obejrzała swoje paznokcie.
- Wspominałem już, że to towarzystwo nie dla ciebie?
- Dacie mi już wszyscy święty spokój?
- Tak, jeśli pomożesz podczas napadu. - Rafał splótł ręce na piersi. Wyglądał bardzo poważnie.
- O nie. - Dziewczyna się wystraszyła.
- W porządku. Jak wróci twoja matka to inaczej z tobą porozmawiamy.
- No dobra. Pomogę. A teraz muszę odpocząć.
- Młodzież. - Rafał przewrócił oczyma.
Idąc do domu, Klara spotkała swoich braci jak pomagali w dostarczeniu broni. W pudłach, które nieśli znajdowało się mnóstwo pocisków do broni oraz kul armatnich. Można było wypatrzeć nawet pistolety. Chłopcy na widok siostry przystanęli.
- Czemu nie pomagasz? - spytał Dominik, który ledwo dźwigał ciężar.
- Bo nie zamierzam. - odparła Klara opierając ręce na biodrach - Przecież to niema sensu. Słyszałam, że oni mają sobie spokojnie chodzić po wyspie. Co za kretyn to wymyślił?
- Nasza matka. Ona w przeciwieństwie do ciebie pomaga. - powiedział Marcin - Jak się dowie, że jak zwykle się obijasz to będzie nieciekawie.
- Nie obchodzi mnie to. Zjeżdżać gamonie, muszę odpocząć. - Klara odepchnęła chłopców. Marcin prawie opuścił pudło.
- Snobka. - odparł chłopak. Dominik pokiwał głową na potwierdzenie.
Klara weszła do domu. Ledwo zamknęła drzwi, gdy znienacka pojawił się Rafał.
- Mieliśmy wcześniej porozmawiać. Zrobimy to teraz. Słuchaj dlaczego nie chcesz być piratem?
- Daj już spokój, tato. Zmęczona jestem. - Dziewczyna wygodnie położyła się na sofie.
- Niby czym? Przecież ty tylko siedzisz w tawernie albo tu i ciągle piłujesz paznokcie. Możesz przestać, gdy do ciebie mówię? - Rafał się zdenerwował nie na żarty. Zdziwiona Klara popatrzyła się na ojca.
- Bo co?
- Pamiętam, jak 10 lat temu z wypiekami na twarzy czytałaś razem z Michałem o legendach morskich. To była twoja wielka pasja. Dlaczego przestałaś się tym interesować?
- Karina mi to odradziła. - Klara obejrzała swoje paznokcie.
- Wspominałem już, że to towarzystwo nie dla ciebie?
- Dacie mi już wszyscy święty spokój?
- Tak, jeśli pomożesz podczas napadu. - Rafał splótł ręce na piersi. Wyglądał bardzo poważnie.
- O nie. - Dziewczyna się wystraszyła.
- W porządku. Jak wróci twoja matka to inaczej z tobą porozmawiamy.
- No dobra. Pomogę. A teraz muszę odpocząć.
- Młodzież. - Rafał przewrócił oczyma.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)