Filip Tryton siedział u siebie w domu. Z tej racji, że nie ma w nim salonu wszelkie spotkania i spędzanie wolnego czasu odbywały się w kuchni. Filip palił cygaro i zastanawiał się nad bitwą. Nagle usłyszał kroki. Do pomieszczenia wszedł Michał.
- Cześć, tato. Jak się miewasz? - Chłopak uśmiechnął się miło.
- Co potrzeba?
- Skąd wiesz, że czegoś chcę? - Filip popatrzył się badawczo na syna - No, dobra. Skończyły mi się naboje do pistoletu.
- No i?
- Jak mam walczyć, to potrzebuję broni i naboi. Inaczej to nie ma sensu nawet z domu wychodzić.
W tym samym momencie do kuchni wszedł Krystian.
- Tato, jest sprawa. Zniszczył mi się miecz.
- Nie żartuj. To niemożliwe. - Krystian wyciągnął miecz, jedno otrze było tak poszarpane, że szapada nadawała się tylko do wyrzucenia. Filip aż wytrzeszczył oczy - Co ty robiłeś? Drewno tym ciołeś?
- Prawie. Niechcący uderzyłem o kant budynku. To przez cegłę.
- Powiedzcie mi, chłopcy, skąd mam wam to wziąć? - Filip splótł ręce na piersiach.
- Masz przecież na statku duży zapas wszelkiej broni, może by ... - zaproponował Michał.
- Po pierwsze: broń jest wyliczona i niemożna jej brać od tak. Po drugie: jeśli chcecie mieć broni po dostatkiem, to załatwcie sobie własny statek i załogę.
- Tato, znowu zaczynasz?
- Będę drążyć ten temat, bo nie po to kończyliście Akademię, żeby nic nie robić.
- Odmawiasz nam pomocy? Dzięki bardzo, tato. Jak przegramy, to będzie twoja wina. - Michał ze złością skierował się do swojego pokoju i wściekle trzasnął drzwiami. Za nim spokojnie poszedł Krystian, a Filip pogrążył się w swoich myślach.
- Co teraz? Jak mam się wykazać, gdy wszyscy są przeciwko mnie? - Michał zaczął się denerować.
- Szczerze, to mi się niechce walczyć. Z chęcią schowałbym się w piwnicy. - odparł spokojnie Krystian.
- Nie mamy piwnicy.
- To gdziekolwiek. Może pójdziemy do cioci? - młodszy z braci Trytonów zastanowił się chwilę.
- Najpierw dostaniemy ochrzan od niej, a potem od rodziców. - odparł Michał. Po chwili dodał - Idziemy na Aurorę. - Zauważył smętny wzrok brata - Przecież się nie zorientują.
Chłopcy chyłkiem wyszli z domu i skierowali się na statek swoich rodziców. Weszli do ładowni i "pożyczyli" to, czego potrzebowali. Następnie udali się do lasu, gdzie ćwiczyli swoje zdolności przed bitwą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz